Marek Romański, Mister X - Kryminały Wydawnictwa CM

Tom 90. Marek Romański, Mister X, część 1

  • Marek Romański, Mister X

    Marek Romański, Mister X

Warszawa, lata 30. XX w. Niezbyt rozgarnięty włamywacz Jan Wielgus wychodzi z więzienia po odsiedzeniu stosunkowo niedługiej kary. Już po opuszczeniu przez niego murów więziennych okazuje się, że Wielgus to nikt inny, jak „Mister X”, słynny włamywacz, którego nikt dotychczas nie złapał. „Mister X” zasłynął wyjątkowo sprytnie poprowadzonymi i śmiałymi akcjami, w których okradł sejf banku w Katowicach, jak także pozbawił drogocennych klejnotów nie jednego arystokratę. Wielgus kupuje bilet na pociąg z Poznania do Warszawy. W przedziale spotyka Juliusza Wermonda, Polaka z Marsylii, który jedzie odebrać gigantyczny spadek. Przypadek sprawia, że „Mister X” staje się Wermondem, a Wielgus umiera. Słynny złodziej jednak tym razem sam stanie się celem osób, które chcą przejąć spadek.

Pierwsze wydanie książkowe!

Fragment książki:
– Bywają i tacy przestępcy, na których policja łamie sobie zęby. Całe lata broją bezkarnie, a potem w spokoju spożywają owoce swojej pracy. [...] 
– Fantazja, czysta fantazja, panie Klicki. [...]
– A chociażby „Mister X”, panie dyrektorze. 
Starszy pan podniósł już dłoń do podbródka, by potrzeć go swoim zwyczajem, lecz na słowa „Mister X”, wstrzymał rękę w połowie drogi. Machnął nią wreszcie w powietrzu. 
– Cóż „Mister X”? Niech pan będzie spokojny. Przyjdzie czas, że i on wpadnie w ręce sprawiedliwości, a przyznam się panu, że niczego innego bardziej nie pragnę, jak tylko tego, by po skazaniu – dostanie piętnaście lat, jak amen w pacierzu – co to ja chciałem powiedzieć? – Aha – otóż, by po skazaniu przekazano go do nas na odsiedzenie kary. [...]
– Zapewne – przyznał z przekonaniem buchalter więźniów. 
– Chciałbym doczekać tego. Dla naszego sanatorium byłby to po prostu zaszczyt…

Script logo